GoodTherapy

  • October 21, 2015
  • Contributed by Ruth Wyatt, MA, LCSW

Wiele lat temu, zanim miałam dzieci, pracowałam z rodzicem, który zwierzył mi się, że czasami była tak sfrustrowana swoim dzieckiem, że fantazjowała o wyrzuceniu go przez okno. Byłam przerażona, gdy to usłyszałam, i pomyślałam, że jest coś naprawdę złego w tym rodzicu – dopóki nie miałam własnego (kolkowego) dziecka i nie zaczęłam mieć podobnych fantazji.

Aby było jasne, ani ten rodzic, ani ja nie zamierzaliśmy nikogo skrzywdzić. Jest ogromna różnica między fantazjowaniem a działaniem. Ale nasze uczucia frustracji i nienawiści były bardzo realne i silne. I nie jesteśmy sami. Mając przyjemność uczestniczenia i prowadzenia kilku grup wsparcia dla rodziców na przestrzeni lat, mogę wam powiedzieć, że wielu rodziców ma uczucia nienawiści lub inne silnie negatywne uczucia wobec swoich dzieci w tym czy innym czasie.

Więc, jeśli nienawiść do naszych dzieci jest tak wszechobecna, dlaczego nie jest bardziej otwarcie uznawana?

Wszyscy słyszeliśmy (ad nauseam) o pozytywnych uczuciach, które powinniśmy w sobie pielęgnować i wyrażać w stosunku do naszych dzieci, uczuciach takich jak cierpliwość, akceptacja, bezwarunkowa miłość, duma, itp. Rzadko, chociaż, słyszymy o ważności uczucia nienawiści lub innych silnie negatywnych uczuć wobec naszych dzieci.

Na szczęście, to zmieniło się nieco w ostatniej dekadzie lub tak. Rozprzestrzenianie się grup wsparcia rodzica, gdzie wyrażanie negatywnych uczuć jest akceptowane i wspierane, oraz publikacja książek, takich jak satyryczne rodzicielskie przewodniki Sh*tty Mom: Parenting Przewodnik dla reszty z nas Laurie Kilmartin, et al., Toddlers Are A**holes: It’s not Your Fault autorstwa Bunmi Laditan, oraz fałszywa książka dla dzieci Go the F**k to Sleep autorstwa Adama Mansbacha i Ricardo Cortesa, pomogły znormalizować negatywne uczucia rodziców. Jednak pomimo tych postępów, kultura tajemnicy i wstydu wokół nienawiści do naszych dzieci trwa nadal.

Aby zrozumieć, dlaczego tak jest, warto najpierw przyjrzeć się kwestii, dlaczego nienawidzimy naszych dzieci.

W pewnym stopniu jest to po prostu zdrowy rozsądek: spędzanie godzin po godzinach, dni po dniach, lat po latach na opiece nad kimś, kto jest od was zależny, ale często wymagający i pełen pretensji do was, w naturalny sposób rodzi pewne negatywne uczucia.

Dla bardziej dogłębnego spojrzenia na rodzicielską nienawiść, Donald Winnicott (psychoanalityk i twórca wyrażenia „wystarczająco dobra matka”) wyjaśnił to najlepiej, kiedy podał następujące powody (między innymi), dlaczego matka może nienawidzić swojego dziecka (1975; str. 201).

  • Dziecko jest dla niej zagrożeniem w ciąży i podczas porodu.
  • Dziecko jest ingerencją w jej życie prywatne.
  • Dziecko rani jej sutki nawet przy ssaniu, gryzie ją i próbuje ją zranić w inny sposób.
  • Dziecko może być bezwzględne, traktuje ją jak szumowinę, nieopłacanego sługę, niewolnika.
  • Dziecko na początku musi dominować, życie musi rozwijać się w tempie dziecka, a to wszystko wymaga ciągłego i szczegółowego badania przez matkę.
  • Po okropnym poranku z dzieckiem, kiedy matka wychodzi z nim/nią, uśmiecha się do nieznajomego, który mówi: „Czyż nie jest słodkie?”

A jednak, Winnicott kontynuuje, dla całej nienawiści, jaką matka może czuć do swojego dziecka, musi nauczyć się tolerować to uczucie bez działania na nim lub wyrażania go w jego surowej, wściekłej formie (str. 202). W skrócie, matki – i dodałbym ojców, zbyt – muszą powstrzymać swoje uczucia wściekłości. Być może właśnie ta potrzeba opanowania i wyzwania, jakie stawia to zadanie, wyjaśniają, dlaczego rodzicielska nienawiść jest nadal w pewnym sensie tabu.

Ale co to w ogóle znaczy opanować swoje negatywne uczucia wobec dziecka? I dlaczego jest to takie ważne?

Twierdzę, że opanowanie jest osiągane, kiedy rodzice są w stanie zaakceptować i zintegrować w swoim emocjonalnym krajobrazie, przynajmniej w pewnym stopniu, swoje negatywne uczucia wobec swoich dzieci. Generalnie, kiedy nie potrafimy zaakceptować naszych negatywnych uczuć w stosunku do naszych dzieci, działamy na dwa sposoby: stajemy się wściekli lub wycofujemy się emocjonalnie, co może być problematyczne.

Gdy wściekamy się na nasze dzieci, dajemy im do zrozumienia, że nie kontrolujemy naszych negatywnych uczuć, że negatywne uczucia są przerażające i złe, i że wszelkie takie uczucia, które mają, powinny być wyrażone w podobny sposób lub ukryte, ponieważ są zbyt przerażające.

Alternatywnie, kiedy odcinamy się od naszych negatywnych uczuć lub ukrywamy je tak, że nie mamy do nich dostępu i nie wyrażamy ich naszym dzieciom, nasze dzieci otrzymują wiadomość, że negatywne uczucia są nie do przyjęcia i złe i że kiedy czują i/lub wyrażają negatywne uczucia, są za to złe. Posiadanie negatywnych uczuć staje się przerażającym, samotnym i bezsilnym doświadczeniem.

Więc, jeśli nie mamy działać lub ukrywać naszych nienawistnych uczuć w stosunku do naszych dzieci, co do cholery z nimi robimy?

Jak zasugerowałam powyżej, pierwszym krokiem jest zaakceptowanie ich, nie wstydzenie się ich, zrozumienie, że są one ważne. W ten sposób zaczynamy integrować te uczucia z resztą tego, kim jesteśmy i co czujemy. W praktyce może to oznaczać dzielenie się naszymi uczuciami z innymi rodzicami, narzekanie na nasze dzieci lub obgadywanie ich przez innych, a może rozmowę z doradcą lub terapeutą – zwolnienie! Często to wystarcza, abyśmy czuli się zdrowi i mieli kontrolę nad sytuacją oraz aby powstrzymać nasze negatywne uczucia w sposób, którego potrzebuje nasze dziecko.

Czasami jednak nie wystarcza nam spokojne podtrzymywanie naszych negatywnych uczuć bez ich wyrażania. Czasami nasze dzieci muszą poczuć naszą nienawiść lub negatywne uczucia wobec nich – niekoniecznie w surowej formie, ale w sposób kontrolowany.

Dlaczego tak jest? Dlaczego nasze dzieci kiedykolwiek potrzebują doświadczyć naszej nienawiści wobec nich?

How Psychoanalysis Can Inform Parenting

Po raz kolejny, uważam, że Winnicott wyjaśnił to najlepiej, kiedy stwierdził (1975): „Wydaje się wątpliwe, czy ludzkie dziecko w miarę swojego rozwoju jest w stanie tolerować pełny zakres własnej nienawiści w sentymentalnym środowisku. On potrzebuje nienawiści, aby nienawidzić.” (s. 202)

Hyman Spotnitz, założyciel współczesnej psychoanalizy, gałęzi psychoanalizy, rozwinął tezę Winnicotta, pisząc o relacji między terapeutą a osobą w terapii. W psychoanalizie uważa się, że relacja między osobą poddawaną terapii a terapeutą z natury rzeczy wywołuje uczucia z przeszłości tej pierwszej (a czasem także terapeuty), szczególnie w odniesieniu do relacji z rodzicami. Kiedy przywołane w kontekście relacji psychoanalitycznej, pewne silne uczucia mogą powstać w osobie wobec terapeuty i terapeuty wobec osoby w terapii, w tym uczucia nienawiści.

Chociaż przestrzegał przed wyrażaniem wszystkich swoich uczuć wobec ludzi, z którymi pracuje w terapii, Spotnitz ostrzegł przed terapeutą zawsze ukrywa swoje negatywne uczucia (2004). Napisał: „Przyznanie zbyt mało nienawiści pacjentowi, który musi nauczyć się doświadczać i podtrzymywać ją w komfortowych warunkach, jest niesprawiedliwe. Dać mu za mało uczuć, ponieważ analityk ma ich za dużo, to błąd techniczny. Pacjent ma prawo do wszelkich uczuć – pozytywnych lub negatywnych – jakich potrzebuje …” (s. 159)

Spotnitz pisze dalej (2004), że terapeuta musi wyrazić swoją nienawiść, aby pomóc osobie w terapii doświadczyć i podtrzymać jej własne negatywne uczucia. W ten sposób terapeuta pomaga osobie, która czuje się mniej samotna ze swoją nienawiścią, czuje, że terapeuta jest bardziej podobny do niej, z bardziej sprawiedliwą równowagą dobra i zła (to znaczy, że osoba nie jest cała zła za swoje negatywne uczucia, a terapeuta nie jest cały dobry za to, że nie wyraża swoich).

Spotnitz sugeruje również (2004), że dzielenie się nienawiścią terapeuty może upewnić osobę w terapii o jej wpływie na terapeutę, dając jej poczucie kontroli i władzy. Ponadto, gdy terapeuta wyraża negatywne uczucia do osoby, osoba ta może zobaczyć, że ekspresja werbalna terapeuty niekoniecznie prowadzi do działania, terapeuta w ten sposób modeluje dla osoby znaczenie wyrażania uczuć w słowach, a nie działania.

Chociaż nie jestem zwolennikiem bycia terapeutami dla naszych dzieci (w rzeczywistości, zdecydowanie ostrzegam przed tym), twierdzę, że wiele z przekonań psychoanalizy bardziej ogólnie, a współczesna psychoanaliza w szczególności, bardzo stosuje się do rodzicielstwa. Potrzebujemy próbować akceptować i integrować nasz uczucia nienawiści i innych negatywnych uczuć wobec nasz dzieci tak, że możemy zawierać je i, gdy stosowne, wybierać wyrażać je nasz dzieciom w kontrolowany sposób. W ten sposób nasze dzieci mogą zobaczyć, że my też mamy silne, negatywne uczucia i że nie są same ze swoimi przerażającymi, nienawistnymi uczuciami i nie są złe za to, że je mają. Dajemy naszym dzieciom do zrozumienia, że pomimo tego, że czasami czują się bezsilne, mają pewną moc, ponieważ mogą na nas wpływać i wzbudzać w nas silne uczucia. Pomagamy naszym dzieciom zaakceptować i zintegrować ich własną nienawiść, tak aby stała się ona jednym z wielu uczuć, których mogą doświadczać i wyrażać, a nie jednym, które jest oddzielane i odgrywane z powodu strachu lub wstydu.

W skrócie, czasami nasza nienawiść może być pomocna dla naszych dzieci.

Jak zatem „pomocna nienawiść” wygląda w praktyce?

Jak nienawiść może być pomocna

Aby to zilustrować, opowiem o sytuacji z rodzicem, którego będę nazywał Angela, a który był członkiem jednej z moich grup rodzicielskich.

Angela była rodzicem dwójki dzieci – 6-letniej dziewczynki, którą będę nazywał Josephine, i 3-letniego chłopca, którego będę nazywał Sam. Josephine była bardzo łatwym niemowlęciem i małym dzieckiem; miała spokojny temperament i była dobrze wychowana. Angela czuła się pewna siebie i kompetentna w wychowywaniu Josephine.

Dla Angeli było więc pewnym zaskoczeniem i rozczarowaniem, gdy urodził się Sam, który okazał się bardzo trudnym dzieckiem i maluchem. O wiele bardziej rozwinięty fizycznie niż werbalnie, Sam wpadał we frustrację, gdy nie mógł się wypowiedzieć i często uderzał Angelę, dość mocno, aby wyrazić swoją frustrację. Angela wpadała w złość i krzyczała na Sama, gdy ten ją uderzył. Sam z kolei bardzo się bał i zaczynał niepohamowanie szlochać, a Angela czuła się winna, przepraszała go i próbowała pocieszyć, ale bezskutecznie. Niestety, stał się to cykl, z Angela i Sam wyraźnie zarówno bardzo zdenerwowany o tym, co się dzieje między nimi, ale z bicie i krzyki nadal.

Jako rodzice, kiedy uczymy się, jak robić te rzeczy, stajemy się bardziej komfortowe z kim jesteśmy i co czujemy, a zatem może być bardziej w kontroli i bardziej świadomie w naszych wyborach rodzicielskich. A to wszystko pomaga nam być najlepszymi rodzicami, jakimi możemy być, bez względu na to, co czujemy wobec naszych dzieci.

Gdy Angela mówiła w grupie rodzicielskiej o tej dynamice, wyraziła głęboki wstyd z powodu swojej wściekłości, krzyków i cyklu, w który ona i Sam byli zaangażowani. Tak bardzo chciała mieć kontrolę i znaleźć sposób na przerwanie tego cyklu.

Po kilku tygodniach omawiania jej kłopotów, jeden z pozostałych członków grupy powiedział: „Sam to terror! Oczywiście, że chcesz na niego krzyczeć! To cud, że go nie uderzyłaś!”. Angela wyglądała na oszołomioną, ale potem wybuchła śmiechem, podobnie jak reszta grupy.

Wyglądało na to, że w Angeli coś się wyzwoliło. Wreszcie uzyskała pozwolenie na zaakceptowanie swoich silnie negatywnych uczuć do Sama. Stopniowo, Angela była w stanie omawiać i akceptować swoje bardziej negatywne uczucia – rozczarowanie, że Sam nie był łatwiejszy jak jego siostra, złość na Sama za to, że doprowadził ją do poczucia, że jest nieodpowiednim rodzicem i wiele innych.

Z czasem te uczucia przestały być dla Angeli tak przerażające i wstydliwe. W miarę jak Angela stawała się bardziej akceptująca dla swoich negatywnych uczuć, jej gniew zaczął się rozpraszać, a kiedy Sam ją uderzył, często czuła się „po prostu” zła, a nie rozwścieczona. Angela zaczęła bardziej kontrolować swoje uczucia i mogła skupić się na tym, co zrobić z Samem w mniej reaktywny, pełen poczucia winy sposób.

Z czasem krzyk Angeli na Sama zaczął się zmniejszać. Raczej, kiedy Sam ją uderzył, Angela stanowczo i nieco gniewnie mówiła Samowi, żeby przestał, że wie, że jest zły, ale bicie nie jest w porządku, że jeśli jest zły, może krzyczeć „Nie!” albo „Jestem zły!”. Następnie wysyłała Sama do jego pokoju na przerwę.

Wydawało się, że przyniosło to pożądany skutek. Z czasem bicie Sama znacznie się zmniejszyło, a używanie przez niego słów „nie!” i „wściekły!” znacznie wzrosło. Wyglądało na to, że zarówno dla Sama jak i Angeli, negatywne uczucia stały się bardziej akceptowalną, bardziej zintegrowaną częścią tego, kim byli i jak współdziałali ze sobą.

  • Pomóc Samowi poczuć, że jego negatywne uczucia miały wpływ na Angelę, ale nie były złe czy przytłaczające.
  • Postawienie granicy: „Bicie nie jest w porządku; musisz iść do swojego pokoju”, aby Sam czuł, że jego gniew jest ograniczany, co pomogło mu poczuć się bezpiecznie.
  • Danie Samowi alternatywnych form ekspresji, tzn. słów, aby nauczyć go, jak wyrażać swoje silne uczucia, a nie jak je okazywać.

Oczywiście, zdarzają się sytuacje, kiedy tego typu podejście nie działa z różnych powodów. Hej, w rodzicielstwie nic nie działa cały czas. Jesteśmy ludźmi; tracimy kontrolę; nasze dzieci tracą kontrolę. I z pewnością wielu rodziców jest w stanie doskonale poradzić sobie ze swoją nienawiścią i innymi negatywnymi uczuciami bez pomocy psychoanalizy.

Niemniej jednak to, co moim zdaniem jest wyjątkowe w psychoanalizie i co może ona wnieść do rodzicielstwa, to jej zdolność do pomagania ludziom w poznawaniu i akceptowaniu wszystkich ich uczuć, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, oraz pokazywania ludziom, co robić z ich uczuciami (powstrzymywać, wyrażać itp.), szczególnie tymi trudniejszymi, jak np.), szczególnie te trudniejsze, takie jak nienawiść.

Jako rodzice, kiedy uczymy się, jak robić te rzeczy, stajemy się bardziej komfortowi z tym, kim jesteśmy i co czujemy, i dlatego możemy być bardziej w kontroli i bardziej świadomie w naszych wyborach rodzicielskich. I to wszystko pomaga nam być najlepszymi rodzicami, jakimi możemy być, bez względu na to, co czujemy wobec naszych dzieci.

  1. Kilmartin, L., Moline, K., Ybarbo, A., & Zoellner, Mary Ann. (2012). Sh*tty Mom: The Parenting Guide for the Rest of Us. Harry Abrams.
  2. Latidan, B. (2015). Toddlers Are A**holes: It’s not Your Fault. Workman Publishing Company.
  3. Mansbach, A., & Cortes, R. (2011). Go the F**k to Sleep. Akashic Books.
  4. Spotnitz, H. (2004). Współczesna psychoanaliza pacjenta schizofrenicznego. Wydawnictwo YBK.
  5. Winnicott, D.W. (1975). Nienawiść w przeciwprzeniesieniu. Through Pediatrics to Psychoanalysis, pp. 194-203. New York: Basic Books.

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.